22.09.2015 Wycieczka biegowa w Wysokich Tatrach


W drodze na 32 konferencję EALE (European Association of Law and Economics), która w tym roku została zorganizowana w Wiedniu odwiedziliśmy Wysokie Tatry. Na naszą kwaterę wybraliśmy Strbskie Pleso. Bardzo miłe miejsce bez tej całej tandety, z którą możemy się spotkać po drugiej stronie Tatr. Dodatkowym atutem tego miejsca są klimatyczne knajpki. Polecam Furkotkę (www.furkotka.sk), restauracja znajduje się w okolicach hotelu Crocus.

Pierwotnie planowałem szybki rajd na Krywań świętą górę braci Słowaków, jednak już w dniu przyjazdu zerkając za okno hotelu wiedziałem, że pogoda na to nie pozwoli. W tej sytuacji należało opracować plan alternatywny. Wybór padł na przyjemnie zapowiadającą się trasę, której początek wyznaczał punkt rozejścia szlaków (rázcestie pred Heliosom 1350 m n.p.m.), zaś metą miał być horský hotel Popradské pleso (1500 m n.p.m.). Jedno z najładniejszych schronisk w Tatrach. Ruszyłem o 14. Trasa wiodła najpierw asfaltem, potem lekkie odbicie w lewo i wejście na szlak czerwony, który pokrywał się ze ścieżką edukacyjną.  W czasie biegu można było przystanąć i podziwiać nie tylko wyniosłe limby, ale również ciekawe formacje skalne.

20150915_154214

Pierwotne założenie było takie, że zrobię rundkę wokół Popradzkiego stawu potem pit stop w hotelu i powrót do Strbskiego. Jednak będąc już na miejscu postanowiłem ruszyć w kierunku Żabiego potoku i Żabich stawów.  Na rozejściu szlaków powyżej hotelu można natknąć na zbitą z desek budkę w której są rzeczy, które jeśli ktoś ma ochotę może “podrzucić” do Chaty pod Rysami. Akurat jak ja tam byłem został tylko wór ziemniaków i jakiś granulat, ale może to być równie dobrze keg z piwem;). Jak ktoś podejmie wyzwanie i wytacha zostawione tam rzeczy do schroniska to zostanie sowicie wynagrodzony – dostanie gorącą herbatę. Jeśli ktoś jest naprawdę ambitny i chce poczuć się jak szerpa może zabrać 30 kg ładunku. Na kogoś takiego czeka w schronisku specjalny bonus herbata z rumem;)

 

20150915_155907

Wróćmy jednak na trasę. Trawersując w kierunku Żabich stawów wzbudzałem niemałą sensację. Po pierwsze dlatego, że tylko ja zmierzałem w górę. Po drugie biegłem na lekko, a mijane towarzystwo było dokładnie okutane w rozmaite Gore -Texy i inne kosmiczne membrany. W tym miejscu muszę wspomnieć o polskiej myśli technicznej czyli wiatrówce WINDY-WENDY firmy CUMULUS z Gdyni. Jak to moja córka stwierdziła wygląda ona jak worek na śmieci, ale dzięki materiałowi Pertex Quantum GL naprawdę daje rady w ekstremalnych warunkach. Waga tego cuda to tylko 55 g.

Pod Żabimi stawami usłyszałem ojczysty język. Przystanąłem, żeby zamienić parę słów z krajanami. Małżeństwo, które spotkałem wracało z Rysów, od razu ich uspokoiłem, że nie mam ambicji o tej porze i w tych warunkach zaatakować Rysów. Miałem co prawda ubezpieczenie w opcji SPORTY EKSTREMALNE, które przewidywało transport helikopterem, jednak przy tej widoczności  i tej sile wiatru o tym środku transportu w czasie ewentualnej akcji można było zapomnieć.

Zabi staw

Po zdobyciu Żabich stawów nawet nie próbowałem dostrzec w przewalających się chmurach szczytu Szata (2421 m n.pm.). Legenda głosi, że w Szatańskim Żlebie ukryte są skarby, których strzeże sam Diabeł. Zaś w śmiałków, którzy chcieliby pozbawić go cennych kruszców ciska skałami. Po krótkiej sesji fotograficznej rozpocząłem zbieg, bo warunki pogodowe zrobiły się ekstremalne. Szkoda, że nie udało się odwiedzić najwyżej położonego schroniska w Tatrach – Chaty pod Rysami (2250 m n.p.m.), ale ten kto w tych warunkach podjąłby to wyzwanie skończyłby albo z nagrodą Darwina albo z gałązką kosodrzewiny…

Zapraszam na krótki filmik.