07.02.2016 Wilcze Gronie


WG

Rok temu biegi Wilcze Gronie i Zamieć odbyły się w tym samym dniu, dlatego z ciężkim sercem trzeba było wybierać jeden z nich. Na szczęście w tym roku Zamieć i stanowiąca jej część Zadyma odbyła się tydzień wcześniej dlatego nie było dylematu, który bieg wybrać. O ile rok temu pozytywnie wypowiadałem się na temat Wilczych Groni, choć już wtedy pojawiały się głosy o wpadkach organizatorów np. medale na których z lupą trzeba było szukać loga Wilczych Groni były z Rajdu Chłopskiego. Tak w tym roku mając w pamięci rodzinną atmosferę Zamieci, dbałość organizatorów o dosłownie każdy szczegół, że o śpiewającym Michale nie wspomnę o Wilczych Groniach mogę napisać, że organizacja biegu była mówiąc delikatnie kiepska. Nie wystarczy wyznaczyć trasy z punktu A do punktu B i puścić na nią zawodników Zabrakło całego tego anturażu. Nie było gorących wrzutek na fb, strona www zawodów jeszcze na parę dni przed zawodami nie działała co uniemożliwiło zamianę pakietów startowych między tymi co nie mogli, a byli na liście, a tymi co chcieli pobiec a spóźnili się z logowaniem. W efekcie ¼ listy wyników to DNS. Nad pamiątkowymi medalami nie będę się rozwodził, bo mieliśmy powtórkę z rozrywki. Irytujące były też nietrwałe numery startowe. Mój oderwał się od pasa jeszcze przed biegiem. Moim zdaniem organizację imprezy odłożono na ostatnią chwilę i Orgom najzwyczajniej w świecie brakło czasu. Jedynym pozytywnym elementem wyjazdu do Rajczy był wynik. W 2014 r.,  mój wynik  to 1:54 (pogoda wiosenna, trasa sucha), 2015 wynik 2:15 (beskidzka zima w czystej postaci na trasie zaspy), 2016 wynik 1:43 (mix na dole wiosna u góry i w lasach zima).

wilcze

Zdjęcie autorstwa Damiana Żurawskiego