02.02.2015 Wilcze Gronie – spotkanie z Królową Śniegu – relacja


892233_236948796472186_110868257_o

31 stycznia w Rajczy odbyła się trzecia edycja biegu Wilcze Gronie. Ciekawa trasa oraz organizacja biegu nad którą czuwa ekipa odpowiedzialna za Chudego Wawrzyńca sprawiły, że zawody te zaliczane są do elitarnego grona zimowych biegów górskich. Konsekwencje tej popularności można było zaobserwować już w czasie zapisów. Wykazując się czujnością czekisty zalogowałem się jako 8 uczestnik i na liście startowej znalazłem się wśród takich luminarzy biegów górskich jak Krzysztof i Magda Dołęgowscy. Osoby z mniejszym refleksem musiały terminować na liście rezerwowej.

wilczy profil600

Miałem chytry plan, żeby w tym roku pobiec z takim samym numerem startowym jak rok temu. Dlatego po pakiet startowy wybrałem się w piątek. Raz dwa odebrałem pakiet i chipa. Plan się powiódł do domu wracałem z nr 18.

Rok temu wszyscy narzekali, że miała być „próbka beskidzkiej zimy”, a pogoda była raczej kwietniowa, temperatura oscylowała wokół 10 stopni na plusie.

_DSC0157

W tym roku żeby już nikt nie psioczył organizatorzy postarali się u sponsora o dodatkową porcję śniegu. Dostali i to z naddatkiem. W nocy z piątku na sobotę spadło około 20 cm. Taka ilość spowodowała, że w komunikacie przed startem pojawiła się informacja, że „bieg będzie raczej wolny”.

_DSC0468

W Rajczy zameldowałem się o 10, odwiedziłem jeszcze szkołę gdzie znajdowała się kwatera główna organizatorów, odebrałem okolicznościową koszulkę, w drodze powrotnej do samochodu zrobiłem dobry uczynek wspierają kolegę biegacza z Jędrzejowa taśmami samozaciskowymi coby mógł zamontować chipa do swoich speedcrossów.

Była 10.30 więc najwyższa pora żeby przejść na miejsce startu w okolice amfiteatru. Jeszcze trochę się dogrzałem truchtając po bulwarach Soły. W czasie rozgrzewki spotkałem znamienitych biegaczy Szymona i Marcina, którzy znaleźli się w ścisłej czołówce biegu. Oczywiście każdy z nich twierdził, że to nie jego dzień i biegnie wyłącznie rekreacyjnie. Marcin był 5 z czasem 1:25:43, a Szymon 13 z czasem 1:29:17. Wielkie Brawa Panowie.

Trochę po 11 wystrzałem ze zbójnickiego pistoletu dano nam znak do startu.

10920103_956828104329561_3119792375366561874_o

Początek biegu prowadził po asfalcie drogą w kierunku Żywca. Po około 2 km nastąpiło pożegnanie z asfaltem, odbicie w prawo pierwsza wyrypa prawie 3.5 km z przewyższeniem 450 m.  Rurki z kremem to nie były szczególnie jeśli dodamy kopny śnieg. W takich warunkach doceniłem swoje Salomony S-LAB XT 6 Softground, które po Zugspitzu przekląłem. Błogosławiłem również tym dobrym ludziom, którzy wymyślili skarpety z wełny merynosów z membraną gore–tex. Buty zapewniały odpowiednią trakcję, skarpety grzały stopy – podstawowe warunki komfortu były zapewnione.

Nawet najdłuższe podejście kiedyś się kończy, zdobyliśmy w końcu Suchą Górę było trochę płaskiego, a potem zbieg do Nickuliny. Rok temu zbieg był bardzo trudny z uwagi na płaty lodu, korzenie i błoto. Trzeba było uważać, dlatego zapamiętałem ten zbieg jako bardzo długi. Tym razem zwolniłem hamulce, poddałem się grawitacji i pognałem w dół osiągając na tych 2 km 3:36 min/km.Do teraz nie mogę pojąć jakim cudem nie pofrunąłem.

Wilcze zdjecie M. Bednarz

Po zbiegu był odcinek około 2 km po asfalcie, zakręt w lewo i punkt żywieniowy z wodą, herbatą i bulionem. Zabrałem kubek herbaty zakąsiłem batonem energetycznym. Po tej małej pauzie wystartowałem do drugiego równie soczystego podejście na Zapolankę i Kiczorę. Ten odcinek sprawnie pokonałem. Została tylko górka – Wilcze Gronie i 3 km zbieg z super widokami i bardzo mocnymi podmuchami wiatru, które w połączeniu z kopnym śniegiem powodował niewyobrażalne wykrzyże nóg u biegaczy. Ostatnim akordem biegu był Butorowy Wierch, Compel i 600 m zbieg śnieżną rynną z prostką po stoku narciarskim. META

ps. W czasie biegu testowałem kamerkę GoPro Hero 4 Silver. Epicka video relacja pojawi się niebawem. Stay tuned!