07.08.2016 Mała Rycerzowa – relacja


W tym roku w ramach ultramaratonu Chudy Wawrzyniec pojawiła się nowa trasa – Mała Rycerzowa, marketingowo ochrzczona przez organizatorów jako „figlarna towarzyszka Chudego Wawrzyńca”. Trasa biegu wyglądała bardzo obiecująco 20,5 km i ok. 950 metrów przewyższenia. Prowadziła z Rajczy najpierw krótko po asfalcie następnie czerwonym szlakiem przez Chutyrów i Urówkę, stokiem Mładej Hory i Jaworzynki na Małą Rycerzową. Na rozejściu czerwonego i zielonego szlaku znajdował się najdalej wysunięty punkt trasy. Następnie trasa biegła zielonym szlakiem spotykając się z trasą 50 + km Chudego Wawrzyńca.

profil-rozszerzony-mr

Profil

Pakiet startowy odebrałem dzień wcześniej. W tym roku baza zawodów zlokalizowana była w Ujsołach, a nie tak jak w latach ubiegłych w Rajczy. Mając pakiet pod pachą wziąłem udział w spotkaniu z Piotrem Bętkowskim, Ewą Mejer i Anną Celińską.

pds_20160805_0002

Anna Celińska Piotr Bętkowski

W Ujsołach pojawiłem się o koło 8. Prawie organizatorzy kończyli organizowanie strefy mety. W planach miałem poczekać na zwycięzcę krótkiej trasy, a potem busem organizatorów przejechać na start do Rajczy. Trochę przed dziewiąta na mostku pojawił się ubrany na zielono zwycięzca krótkiej trasy. Pomyślałem, że to któryś z Litwinów uwinął się tak szybko. Nie był to Litwin a Jacek Michulec po nim pojawił się Marcin Dyrlaga i Jarek Kożdoń.

13932827_1179366562127756_1783866042013024446_n

Jacek Marcin Jarek

Na starcie powitał nas Krzysiek, dokładnie informując o stanie trasy. Szczególną uwagę zwracając na sytuacje na zbiegach. Zapewnił nas, że będziemy mieli okazje zastosować wszystkie style w trakcie ich pokonywania.

Bieg rozpocząłem spokojnie utrzymując się w połowie stawki po ok. 1,5 km jak skręciliśmy z asfaltu na drogą wyłożoną, a jakże płytami ażurowymi sukcesywnie wyprzedzałem od 3 km biegłem za zawodniczką z Inov-8 tak  było do około 6 kilometra gdzie była pierwsza konkretna wyrypa. Krzysiek poradził, żeby nie kozaczyć i ją podejść. Tam mi ta zawodniczka trochę odskoczyła.

W czasie biegu co jakiś czas tasowałem się z jednym zawodnikiem ja go wyprzedzałem na podejściach i zbiegach on mnie na płaskim. Na zbiegu do Mładej Hory ostatecznie się z nim pożegnałem (z wyników wynika, że stracił do mnie 11 min.). Młada Hora to też jedyny bufet na naszej trasie. Zwykle zatrzymuję się w takich miejscach. Tym razem pobiłem rekord, bo przystanek na punkcie zajął mi dokładnie 10 sek. Porywałem tylko kawałek banana, płynów nie uzupełniałem, bo miałem jeszcze 0,5 l wody kokosowej.

punkt

Od Mładej Hory rozpoczęło się najdłuższe i najcięższe podejście na Małą Rycerzową tu już nie cudowałem tylko podchodziłem. Po pierwsze dlatego, że Garmin zakomunikował mi „PRÓG” po drugie ulewa zamieniła leśne ścieżki w potoki. Charakterystycznym punktem tego fragmentu trasy było wyjście z zagajnika na szczyt Małej Rycerzowej. Tam we mgle czuwały wolontariuszki. Dostałem od nich opaskę w kolorze zielonym i pognałem w dół, w kierunku połączenia tras Małej Rycerzowej i Chudego. Zrobił się mały tłok i nie do końca wiadomo było czy wyprzedzasz ludzi z Chudego czy z Małej Rycerzowej różniliśmy się opaskami, ale większość była w kurtkach wiec opasek nie było widać. Uznałem, że w tej sytuacji trzeba biec swoje. Na podejściu na Muńcuł doszedłem 4 zawodników z mojej trasy. Chyba do końca nie wiedzieli co ich czeka, bo strasznie szarpali tempo. Przed szczytem udało mi się ich zgubić, dołożyłem im od 2 – 11 minut. W czasie zbiegu z Muńcoła zaliczyłem dwie gleby. Jedna była wyjątkowa, bo wyprzedzając wbiegłem do błotnej kałuży, która zassała mi jedną nogę. Efektem tego był spektakularny fikołek.

zbieg

Na zbiegu z Muńcoła wyprzedziłem ponad 30 zawodników. Oczywiście byli wśród nich także Ci z Chudego Wawrzyńca. I to właśnie im należą się głębokie ukłony, bo widząc charczącego i lecącego na rymapał kolesia robili mu miejsce.

Finiszując spotkała mnie rzecz niebywała pierwszy raz nie miałem nikogo przed sobą, ani za sobą. Na mecie zgięty wpół zbierając resztki płuc zapytałem Krzyśka który jestem. Odpowiedź wbiła mnie w ziemię. Byłem 12 na 105 biegaczy, a w kategorii M zająłem 9 miejsce. Jeśli uwzględnimy, że w pierwszej dziesiątce byli tacy MASTER JEDI jak Anna i Robert Celińscy czy Konrad Ciuraszkiewicz to można uznać, że miałem DZIEŃ KONIA.

meta-1

Czas 2h23:3 tempo 6:53 min/km (tempo założone 7:20 min/km).

Na mecie można było się najeść po kokardę. Były drożdżówki i pączki z piekarni w Ujsołach był ciepły posiłek, był Lech alko i free, było izo Etixxa.

Tak na koniec. Jedna rzecz była jak kamień w bucie. Chodzi o ogromną ilość śmieci, która zalegała na wspólnej trasie. Można zrozumieć, że jakiemuś ultrasowi przypadkowo wypadło puste opakowanie po żelu. Pamiętam jak rok temu na podejściu pod Wielką Raczę znalazłem siatę z kabanosami i żelami. Jednak w tym roku szlak był upstrzony tubkami i fiolkami po shotach i tabsach. Może zatem warto skorzystać z doświadczeń z zawodów triatlonowych i wprowadzić obowiązek podpisania numerem startowym wszystkich opakowań.