11.07.2016 Leśnik Lato – relacja


Po Beskidy Ultra Trail, Zamieci i Zadymie portfolio biegów organizowanych przez Michała zostało poszerzone o cykl biegów Leśnik. Co prawda Leśnik był już w zeszłym sezonie, ale była to „wersja testowa”. W tym roku pojawiła się pełna wersja tzn. obok dystansu maratońskiego pojawił się (tylko z nazwy) dystans półmaratonu.

Cechą która wyróżnia Leśnika to stosunek dystansu do przewyższeń. Większość biegaczy zwraca uwagę jedynie na dystans, natomiast w imprezach Michała ważniejsza jest suma przewyższeń.  O ile edycja wiosenna półmaratonu to jedynie 23 km i 1200 m up to w edycji letniej uzbierało się 34 km i 2350 m up. Dla porównania krótsza trasa Chudego Wawrzyńca (53 km) miała przewyższania 2175 m w edycji 2014 r. i 2625 m w 2015 r., podobne wartość przewyższenia mamy na Łemowynie Ultra Trail, ale na dystansie 70 km.

To właśnie te „syte” podbiegi sprawiły, że na starcie pojawili się zawodnicy Salomon Suunto Team (wiosna), Inov-8 team (lato), Ultraspire Polska (wiosna, lato). Wśród zawodników byli również żołnierze z jednostek specjalnych w Gliwicach i Krakowie.

lib-polmaraton-lato-16

Mapa i profil

Start edycji letniej pierwotnie zaplanowany był na 9.00, zasugerowałem jednak Michałowi, że może wypuści nas trochę wcześniej, bo o 9 potrafi już mocno przygrzewać. Jak się później okazało nie tylko ja miałem taką sugestię, dlatego w regulaminie biegu zmieniono godzinę 9.00 na 7.00.

Pakiet odebrałem w piątek. Warunkiem jego otrzymania była obowiązkowa kontrola sprzętu w tym kurtki i zapasu 400 kcal. Trochę mnie zdziwiła ta kurtka, Beskidy to nie Alpy 😉 ale skoro mam być to nie ma dyskusji. Pozytywnie zaskoczył mnie pakiet startowy składający się jedynie z numeru startowego i oldschoolowych agrafek. Według mnie nie ma sensu na siłę uatrakcyjniać pakietu dodając np. koszulki, smycze, czy bony na biegi „partnerskie”. Sam oddałem w ramach akcji organizowanej przez Józka Pawlicę kilkanaście nie wyjętych nawet z folii koszulek technicznych.

W nocy z piątku na sobotę Beskidy nawiedziła potężna burza. Przez chwilę miałem nawet obawy czy bieg się odbędzie, bo jeszcze o 5 nad ranem było słychać grzmoty. Rano burza umocniła się na kilku przyczółkach dając co jakiś czas znać o sobie. Dlatego na odprawie Michał zaznaczył, że jeśli spotkamy się z burzą to „nie kozaczymy tylko uciekamy z grani”.

mgla

Małe Skrzyczne – Malinowska Skała

Ruszyliśmy punktualnie o 7.00. Początek trasy to wyrypa na Skrzyczne oczywiście po stoku narciarskim. Tak żeby się dogrzać. Po zdobyciu Skrzycznego kolejnym punktem wycieczki było Małe Skrzyczne gdzie po odbiciu w prawo znowu po stoku narciarskim przez Halę Skrzyczeńską zaplanowany był zbieg do Szczyrku do pierwszego punkt z wodą i izotonikiem. W czasie zbiegu pokazały się pierwsze problemy z oznakowaniem trasy. Nasza grupa pościgowa nagle znalazła się na kursie kolizyjnym z czołówką biegu.

Ten odcinek zapadł mi w pamięci, bo pokonaliśmy go dwukrotnie najpierw w dół, a potem w górę, więc o ile zbiegi mogą cieszyć tak ten niekoniecznie, bo pokazał nam najbliższą perspektywę. Dla porządku przypomnę, że była to czerwona trasa narciarska.

Po zdobyciu po raz drugi Małego Skrzycznego czekał nas przyjemny odcinek crossowy w kierunku Malinowskiej Skały, a następnie długi czasami techniczny zbieg do Zimnika.

Malinowska Skała

Na tym odcinku włączyłem moduł wyprzedzanie. Do drugiego punktu żywieniowego dobiegłem razem ze zwyciężczynią maratonu zawodniczką Inov-8 team.

ja zimnik

Punk żywieniowy w Zimniku

W Zimniku było rozejście tras zawodnicy maratonu odbijali w prawo natomiast my biegliśmy prosto i koło hotelu Zimnik skręciliśmy na szlak prowadzący na Skrzyczne. Nad Halą Jaskowa odbijaliśmy w prawo.

hala Jaskowa

Hala Jaskowa

 

Na rozejściu znów pojawiły się problemy z oznaczeniem. Jakiś „dowcipniś” przewiesił taśmy, w taki sposób, że Ci którzy wybraliby tą „nową” trasą mieliby okazje zapoznać się z fragmentem listopadowego Maratonu Beskidy. Taka dodatkowa atrakcja tyle tylko, że po jakimś czasie przeżyliby deja vu, ponownie meldując się na punkcie w Zimniku.

Po skręcie czekał nas legendarny już zbieg korytem strumienia, który po nocnych ulewach nabrał siły. Gdyby Michał poprowadzi cały ten fragment trasą Zamieci byłoby już prosto i z górki. W połowie zbiegu było jednak odbicie w prawo. Na tym odcinku biegu ponownie pojawiły się problemy z oznaczeniami. Przez co do 33 km, które miałem w pakiecie dostałem extra ok. 3 km. Pierwsza pomyłka w nawigacji wiązała się z ponownym przewieszeniem taśm. Drugi przypadek to książkowy błąd konfirmacji. Po pokonaniu strumienia wyrosła przede mną pionowa ściana, a u jej podnóża piękna szeroka leśna droga. Uznałem, że trasa biegu musi biec tą właśnie drogą. Zbiegając nią minąłem kilku jegomości, którzy wracali z borówek. Zapytali mnie „co rezygnacja”. Jaka rezygnacja!!! Przecież to już końcówka biegu. Wtedy mnie uświadomili, że trasa biegnie wzmiankowaną wcześniej pionowa ścianą.

podejście

Ściana

Nie dość, że musiałem się wrócić ok. 1 km to w czasie powrotu delikatnie rzecz ujmując irytowała mnie myśl, że wyprzedziło mnie pewnie zylion biegaczy.

Do pokonania stromizny zaprzągłem poza nogami także ręce, a nawet nos, którym trzeba było się podpierać. Walce na podejściu towarzyszyły spektakularne efekty dźwiękowe, bo przyczajona burza postanowiła o sobie przypomnieć i postraszyć grzmotami. Ciekawa rzecz na profilu biegu to podejście wyglądało jak mała zmarszczka, którą jak sądziłem będzie można pokonać biegiem.

Po zdobyciu szczytu czekał nas już tylko odcinek, poprowadzony urokliwą drogą leśną, której w ilości zakrętów i zawijasów ustępował jedynie spływ w Pieninach. Na tym fragmencie dokonałem ciekawego odkrycia. Lejąca się z nieba woda nie chłodzi. Chłodzi, zaś woda z liści i trawy. Ciekawa sprawa. Sama końcówka biegu była ułożona „pod nogę” 😉 ażurowe płyty na zbiegu i kostka brukowa na deptaku. Dzięki Michał 😉

Czas na mecie 5:05:52 co dało mi 24/77 miejsce open i 21 w kategorii M. O skali trudności trasy niech świadczy to, że gdyby został zachowany przewidziany limit czasu adnotację DNF w tabeli wyników miałoby ponad 50 % startujących.

meta

Meta