04.02.2016 Colodieiticus Fumigatus, Colodieiticus curniavicus czyli Zadymiło i Zawiało


Historia epidemii zna wiele zbiorowych psychoz. Średniowiecze miał swoich flagellantów (biczowników). Przełom XVII i XVIII wieku miał swoją kompulsywną skłonność do tańca, czyli tarantyzm określany często jako Il carnevaletto dell donne „mały karnawał dla kobiet”. Choroba ta dotykała przeważnie kobiety zamieszkujące region Apulii, zaś jedynym lekarstwem na tą efemeryczną chorobę był skoczny taniec tarantella. Najnowszym przykładem spełniającym wszelkie kryteria współczesnej definicji epidemii rozumianej zwykle jako występowanie dużej liczby przypadków zachorowań na określonym obszarze i w danym czasie  jest Zadyma i Zamieć. Pierwotnie uważano, że jedynym rezerwuarem choróbska są ludzie. Jednak najnowsze badania CDC w Atlancie dowodzą, że rezerwuarami tej choroby są nie tylko ludzie ale i psy czego dowodem była obecność na Zamieci Psakomandosa –  Eto (www.facebook.com/etopieskomandos).

Filip

Filip i Eto

Czynnikiem etiologicznym wywołującym chorobę są dwa wyjątkowo zjadliwe wirusy Colodieiticus Fumigatus wywołujący łagodniejszą postać chorobyZadymę (łac. Fumigatio) oraz Colodieiticus curniavicus (od używanego w gwarze góralskiej słowa kurniawa oznaczającego zamieć) powodujący postać chroniczną.

12088128_1654784934738162_7310060446808034302_n

OK, a teraz już na poważnie. Ultramaraton Zamieć i towarzysząca jej Zadyma poprowadzone zostały na trasie Baza Zawodów (amfiteatr w Szczyrku) – Skrzyczne – Baza Zawodów (amfiteatr w Szczyrku). Dystans 13.5 km przewyższenie ok. 740 m. Zadyma liczyła sobie jedną pętlę natomiast uczestnicy Zamieci w związku z tym, że się więcej wykosztowali na wpisowe mieli trasę do dyspozycji przez równe 24 h. W związku z tym mogli ją pokonać raz (to była podstawa sklasyfikowania) mogli również biegać „na okrągło” rywalizując o to kto więcej kółek zrobi.
W biurze zawodów zameldowałem się o 9. Kolejka po odbiór pakietów była spora. Powodem tego było skrupulatne sprawdzanie przez organizatorów wyposażenia obowiązkowego. W moim zestawie pierwszej pomocy, który jako pamiątka został mi po Zugspitze było wszystko poza bandażem elastycznym. Na szczęście apteka była niedaleko i po uzupełnieniu brakującego elementu wróciłem do kolejki, która zdążyła już urosnąć  „aż tam pod kościół”. Czekając chwile nie usłyszałem, ani jednego komentarza „po co ten cały szpej”. Skoro takie są wymagania, jasno wskazane w regulaminie to się z tym nie dyskutuje.

Odprawa

Odprawa

Start był zaplanowany na 11.00 wcześniej o 10.30 Michał na odprawie poinformował nas o przebiegu trasy i o jej stanie. Punktualnie o 11 ruszyliśmy. Początek trasy to ok. 1 km. po deptaku. Wielu zawodników przezornie założyło raczki. Ten element wyposażenia na asfalcie dawał efekt dźwiękowy, który spokojnie mógłby służyć jako postsynchron dla Rudego 102. Po odbiciu na mostek i pokonaniu pierwszego podbiegu skręciliśmy w las. Przed biegiem nie byłem do końca przekonany czy warto brać kije. Zabrałem je, choć uważałem, że biorę je na „wycieczkę”. Stan trasy szybko zweryfikował tą tezę i praktycznie od 2 km trasy nie rozstawałem się z nimi, aż do momentu kiedy jeden z nich się złamał.

IMG_3952-1024x683

12651052_951152284963136_4923272222149724243_n

Spokój, opanowanie równe tempo;)

Pierwsza część trasy poprowadzona była finezyjnie. Mam na myśli szczególnie ten moment kiedy zza lasy wychynął nasz cel czyli szczyt Skrzycznego, który z tej perspektyw jawił się jako malutki punkcik na horyzoncie. Drugim miejscem, które zapadło mi w pamięci to około 300 m grań z trasą FIS po prawej strony. Chipa na werandzie schroniska odbiłem po 1:06 od startu. Po nawrocie czekała nas prostka na której mijaliśmy tych którzy napierali do schroniska. Na tym odcinku było wszystko: kopny śnieg, lód, kamienie w pakiecie z korzeniami. Michał na odprawie podkreślał, żeby uważać na dwie „bramki”. Pierwszą „sponsorował” Ultraspire była ona dokładnie w tym miejscu, gdzie w październiku podczas znakowania BUT’a dostałem od Michała w gratisie zbieg do Szczyrku, bo ktoś pozdejmował oznaczenia trasy. Podobnie jak na BUT 60 paru biegaczy nie dostrzegło skrętu i musiałem krzyknąć, za nimi coby wrócili, bo meta jest w Szczyrku, a nie Zimniku. Tak przy okazji jak znakowałem ten fragment strumyk po suchym lecie był w mocnej defensywie i nie stanowił trudności dla biegaczy. Natomiast teraz odebrał co jego. Ja sam uznałem, że pokonywanie tego fragmentu w pozycji pionowej jest kiepskim  pomysłem i wybrałem metodę na „skeletona” wykorzystując w tym celu tą część pleców, która straciła swoją szlachetną nazwę.

Pozor

Sunąc lodową rynna nawet nie starałem wyobrazić sobie jakie obrażenia można odnieść przy wywrotce w tym miejscu. To nie byłyby drobne stłuczenia czy obtarcia. W grę wchodziły ciężkie skręcenia czy złamania – ten kaliber kontuzji. Niestety jedna z zawodniczek nie miała w tym dniu szczęścia i właśnie na tym zbiegu doznała otwartego złamania kości piszczelowej z przemieszczeniem.

Wypadek

Drugą bramkę prowadzącą do kolejnego zbiegu „sponsorowało” Go Pro. Pokonując ten zbieg, który według mnie był gorszy od pierwszego, zaproponowałem koledze – towarzyszowi niedoli, że może wrócimy na Skrzyczne;). Po pokonaniu tego zbiegu została już „prosta” droga do mety na której zameldowałem się z czasem 1:54 zajmując 46 miejsce open.

Kiedy ja finiszowałem czołówka Zamieci zdobywała Skrzyczne. O determinacji zawodników można do rodziny listy pisać. Widać ją na zdjęciach i relacjach z biegu. Według mnie uczestnicy Zamieci stali się bohaterami specjalnego rozdziału historii biegów ultra w Polsce. Co mam na myśli, to chyba najlepiej odda stwierdzenie, że „w Himalajach w strefie śmierci i na środku Pacyfiku nie ma ateistów”,  teraz wiedząc z czym musieli się zmagać zawodnicy w nocy to zgrabne powiedzenie można uzupełnić o jeszcze jedno miejsce – trasę Zamieci w nocy.

Zamieć

Schronisko

Nie będę rozpisywał się o organizacji, bo była wzorowa. Dlatego już teraz sanepidy powinny być czujne i szykować się na atak kolejnego wirusa z tej rodziny. Tym razem będzie to Colodieiticus lesnikus;)

Zadyma 1

W relacji wykorzystałem zdjęcia: Karoliny Krawczyk, Michała Unlota i Julity Chudko.