20.05.2015 Bieg Fiata 10 km – relacja


W Biegu Fiata miałem nie brać udziału. Powód był jeden – kwietniowa infekcja, która na dwa tygodnie skutecznie pozbawiła mnie sił do jakiejkolwiek aktywności. Na pierwszy trening wybrałem się dopiero 14 kwietnia. Dlatego z ciężkim sercem zrezygnowałem z udziału w Chyżej Durbaszce. Swoją drogą mój pakiet był jakiś „pechowy”, bo osoba, która go przejęła też nie pobiegła.

Powolutku zaczęły jednak wracać siły  i frajda z biegania była coraz większa. Dlatego jak mam to w zwyczaju, 1 maja wybrałem się na wycieczkę biegową. „Trasa dobrze znana” jak śpiewa Kazik tylko punkty inne bo u mnie były to: Żabnica Skałka – Schronisko Rysianka – Schronisko Lipowska- Schronisko Boracza – Żabnica Skała. W czasie zbiegu z Boraczej pomyślałem, a może jednak warto wystartować i sprawdzić się w Bielsku.

Trasa

17 maja rano ruszyliśmy taborem do Bielska. Pakiety startowe można było odbierać w III LO im. Stefana Żeromskiego na ul. Bohaterów Warszawy. Organizatorzy mieli silne wsparcie wolontariuszy, co pozwoliło uniknąć zatorów przy odbieraniu pakietów. Mając numerek startowy ruszyliśmy pod bramę Fiata. Miałem godzinę czasu na rozgrzewkę, którą przeprowadziłem wzorowo truchtają między innymi z Kenijczykami. Przed 11 ustawiłem się na starcie za „balonikiem”, który miał doprowadzić biegaczy na metę w czasie 50 min. W tym miejscu muszę dodać, że po cichu myślałem o 45 min.

Na Biegu Fiata jest ciekawe rozwiązanie najpierw start honorowy przy czym w pierwszej linii znajdują się zawodnicy na wózkach. Tu taka dygresja nikt tych zawodników w materiałach związanych z biegiem nie nazywa „niepełnosprawnymi”, bo trudno w stosunku do nich takiego określenia używać. Linia startu właściwego znajdowała się na wysokości CH Sarni Stok.

Zawodnicy na wozkach

Start glowny

Z uwagi na liczbę zawodników, która przekroczyła 1700 biegaczy, przez pierwsze kilometry było tłoczno. Plusem tego było to, że za kompanów miałem biegacza w pidżamie i kolegów Blues Brothers. Luźniej zrobiło się na wysokości ul. Michałowicza gdzie była zlokalizowana lotna premia. Za premią na wysokości Mc Donalds’a miejscowi “enolodzy” wespół z lokalnymi “somelierami” wystawili swój samozwańczy punkt żywieniowy z frytkami i makiem. Nie skorzystałem, ale byłem pełen podziwu dla poświęceń tych jegomości. W końcu od ust sobie odjęli, a tak mieliby zaopatrzenie na cały dzień.

W czasie biegu cały czas towarzyszyły mi słowa Mistrza Yody (Kamila) „Pamiętaj czego się nauczyłeś. Ocalić cię to może!”. Chodziło o odpowiednie rozłożenie sił tzn.  nie szarżować do 5 km i przyspieszać od  7 km. Na półmetku, który był zlokalizowany w okolicach zjazdu na Olszówkę czułem się znakomicie i miałem świadomość, że mogę znacznie szybciej, ale pomny napomnień Mistrza nie gnałem do przodu. W końcu „na świeżo” miałem w pamięci jak brak pokory, może zostać srogo ukarany. Decydującym punktem biegu był „nawrót” na wysokości hotelu Vienna od tego momentu rozpocząłem przyspieszanie i to z sukcesem, bo wyprzedziłem ponad setkę biegaczy nie dając się przy tym nikomu wyprzedzić. Z zeznań Gamina wynika że zapas sił był znaczny (tempo trzech ostatnich kilometrów to: 8 km 4.30, 9 km. 4.20. 10 km 4.10).

Bieg Fiata

Na ok. 1.5 przed metą wśród kibiców znalazł się mój student. Potem przyznał się, że nie wiedział jak mi kibicować. Okrzyki „Doktor, Doktor” mogłyby wywołać konsternacje. Szczególnie, że kilkaset metrów wcześniej w okolicach jednostki wojskowej jeden z biegaczy stracił przytomność i był reanimowany.

Na mecie zameldowałem się z czasem 46:51 mimo, że czas jest słabszy od zakładanego jestem z niego zadowolony. Na uwagę zasługuje przepiękny medal, którego motywem przewodnim jak co roku jest zabytek znajdujący się na trasie biegu (w tym roku jest to Dworzec PKP). W związku z medalem jeszcze jedna ciekawostka z uwagi na kształt bardzo szybko medal nazwano „otwieraczem do butelek”. Udany start zakończyliśmy w kultowej bielskiej lodziarni Blekocie Mlekocie (https://pl-pl.facebook.com/BlekotaMlekotaLody ), która akurat ruszyła po wiosennym remoncie.

medal